Parafia


Zapraszamy na spotkania w Parafii pw. św. Kazimierza Królewicza w Ostrowcu Świętokrzyskim, Aleja Jana Pawła II 41 w każdy pierwszy piątek miesiąca. Rozpoczynamy Mszą św. o godz. 18:00, a następnie kontynuujemy spotkanie w salce przy kościele.
Opiekunem duchowym Ogniska jest ks. dr Łukasz Sadłocha.
Link do parafii:
Parafia >>
Link do Diecezji:
Diecezja Sandomierska >>

2 sierpnia 2019 roku, po Mszy Św. o godzinie 18, odbyło się kolejne spotkanie Ogniska WTM Sychar, działającego przy Parafii św. Kazimierza Królewicza w Ostrowcu Św. Z powodu wakacyjnych wyjazdów, było bardzo kameralnie (trzy osoby plus liderka). Po modlitwie na rozpoczęcie spotkania,  przypomnieliśmy sobie zasady obowiązujące we wspólnocie i podzieliliśmy się przeżyciami z ostatnich tygodni. Następnie wysłuchaliśmy konferencji ks. Piotra Pawlukiewicza pt. „Czy kochasz swojego męża, tak aby go uratować?” oraz tekstu przygotowanego na podstawie książki  Elżbieta Sujak „Sprawy Ludzkie” i artykułu pt. „Miłość to nie uczucie” ks. M. Dziewiecki  https://www.gosc.pl/doc/1442938.Milosc-to-nie-uczucie

„Miłość to nie tylko uczucie, ale to akt woli, który polega na stałym wybieraniu cudzego dobra”   św. Jan Paweł II

Dojrzała miłość to postawa, postawa, która integruje wszystko, co składa się na naszą rzeczywistość: nasze ciało, myślenie, emocje, uczucia, sferę moralną, duchową, religijną i społeczną, wolność, sumienie, ideały, aspiracje. Miłość to postawa, która wymaga mądrego myślenia, podejmowania roztropnych decyzji, kierowania się wiernością i odpowiedzialnością, pracowitością, wytrwałością, stanowczością w dobru. Wielu ludziom miłość kojarzy w pierwszym rzędzie z uczuciem, pewnie dlatego, że często jest ona mylona z zakochaniem. A zakochanie to rzeczywiście głównie kwestia uczuć i emocjonalnego zauroczenia. I tu istnieje pułapka, bo zakochanie, jak każde uczucie  przemija. Niektórzy uważają  wtedy, że skończyła się miłość i odchodzą. Zapominają o tym, że miłość to troska o dobro i rozwój kochanej osoby. To troska niezależna od tego, jakie uczucia towarzyszą w danym momencie temu, kto kocha.

Prawdą jest, że miłości towarzyszą niemal wszystkie uczucia, jakie są udziałem człowieka: od wielkiej radości, wzruszenia, zachwytu, wdzięczności i poczucia bezpieczeństwa do ogromnego cierpienia, niepokoju, obaw i smutku. Miłość wiąże się z całym bogactwem uczuć, ale z żadnym z nich się nie utożsamia. Gdyby miłość była uczuciem, to tak ważny fakt musiałby znaleźć wyraz w przysiędze małżeńskiej. Tymczasem ślubowaliśmy sobie miłość, wierność i uczciwość oraz wzajemne wspieranie siebie w dobrej i złej doli. Nie ślubowaliśmy sobie uczuć, tego, że zawsze będziemy się lubić, że zawsze będziemy sobą emocjonalnie zauroczeni, że nigdy nie poczujemy żalu, rozczarowania albo rozgoryczenia w kontakcie ze sobą.  Nie możemy sobie nakazać, czy zakazać uczuć, one po prostu pojawiają się w naszym życiu i mamy je przyjąć, nazwać i zaakceptować, możemy jednak zdecydować, jak zareagujemy na te uczucia, bo miłość panuje nad uczuciami. Zgodnie z Katechizmem Kościoła Katolickiego miłość jest główną cnotą, a cnoty „są trwałymi postawami, stałymi dyspozycjami, przymiotami umysłu i woli, które regulują nasze czyny, porządkują nasze uczucia i kierują naszym postępowaniem zgodnie z rozumem i wiarą” (KKK 1804).

Jezus mówił: „Daję wam przykazanie nowe abyście się wzajemnie miłowali tą miłością która ja was umiłowałem”. Nie powiedział taką miłością, ale tą miłością, czyli tylko tą, która można zaczerpnąć od Niego. Jeżeli ktoś chce osiągnąć pełnię miłości, może to zrobić wtedy, kiedy przyjmuje ją od Boga. Nie można jej wypracować samemu żadnymi dostępnymi na ziemi sposobami.

Będąc blisko Chrystusa jesteśmy w stanie kochać nawet w obliczu bardzo bolesnych uczuć. Dzięki temu możemy kochać wszystkich ludzi – także tych, którzy wzbudzają w nas emocjonalną niechęć, smutek, niepokój czy gniew. Jesteśmy w stanie kochać nawet nieprzyjaciół, którzy prowokują w nas strach czy przerażenie.

Często słyszymy, że małżonkowie rozeszli się, bo wygasło uczucie miłości, które ich wiązało. To prawda, że uczucia mogą słabnąć. W niektórych sytuacjach mogą się zupełnie wypalić i wygasnąć. Na szczęście miłość nie wygaśnie nigdy, gdyż to nie uczucia podtrzymują miłość, lecz to miłość (sakrament) podtrzymuje uczucia. To właśnie dlatego ten, kto kocha, w najtrudniejszej nawet sytuacji kochać nie przestaje, ani nie traci radości istnienia.

Dojrzewanie  miłości przynosi zrozumienie i czułość. Bo zrozumieć człowieka można dopiero wtedy, kiedy się go przyjmie i zaakceptuje, nawet w tym co jest bolesne i rani, co chciałoby się w jakiś sposób usunąć. A przecież nie możemy zwalczyć niczego w drugim człowieku. Możemy mu tylko w tym pomóc. Żadne domaganie się zmiany współmałżonka nie przyspiesza jego dojrzewania. Jedyne na co mamy wpływ, to na własny rozwój i na  zmianę samego siebie.

Z czasem problem, czy jestem kochany schodzi na dalszy plan wobec pytania czy kocham dostatecznie, czy nie sprawiam zawodu. Stopniowo rozwija się wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka. Następuje zanik postawy pretensji, licytacji, darów, wyliczania obowiązków. Kochamy człowieka dla niego samego, a nie dla korzyści jakie przynosi, kochamy drugiego z jego wadami, by „rozszerzyć” człowieka, by swoja miłością osłonić go przed tym wszystkim, co mu zagraża ze względu na jego własna niedoskonałość, na jego ograniczenie. Czujemy się odpowiedzialni za niego bronimy go przed nim samym. Tu nie potrzeba już wiele słów. Taka miłość już właściwie nie jest zagrożona.

Wierna  miłość liczy się z możliwością złamania przysięgi przez jednego z małżonków. Ale takie złamanie przysięgi przez jednego nie zwalnia z dochowania wierności drugiej strony poprzez życie w samotności i niewchodzenie w kolejne związki. Wierna miłość po zdradzie czy odejściu współmałżonka to miłość budowana na przebaczeniu i nieustannej gotowości do pojednania. Nie ma takiego grzechu, czy kryzysu z którego nie byłoby drogi powrotu.

Człowiek dojrzały potrafi wytrwać w dozgonnej miłości i dopełnić obietnicy bez względu na pojawiające się po drodze zmienne uczucia i okoliczności

Ważne by pamiętać, że to nie małżeństwo jest najważniejsze w naszym życiu –  najważniejsze jest patrzenie na Chrystusa, i zjednoczenie z Chrystusem, który prowadzi nas do Ojca. Nasze małżeństwo i przeżywane trudności są przemijającymi etapami w naszym życiu, etapami przez które trzeba przejść, jak przez złamanie nogi, czy chorobę serca. Przerzucenie  naszej  uwagi z małżonka na Chrystusa daje nam wolność. Pamiętajmy – to Bóg powinien być  na pierwszym miejscu w naszym małżeństwie, współmałżonek dopiero po Bogu. Pozwólmy budować Bogu nasze małżeństwo. Bo jeśli Pan domu nie zbuduje na próżno trudzą się ci, którzy go wznoszą. Ps 127

„Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale Miłość Moja nigdy nie odstąpi od Ciebie”

(Iz  54,10)