Ostrowiec Św. – Parafia św. Kazimierza Królewicza, Al. Jana Pawła II 41

Parafia


Zapraszamy na spotkania w Parafii pw. św. Kazimierza Królewicza w Ostrowcu Świętokrzyskim, Aleja Jana Pawła II 41 w każdy pierwszy piątek miesiąca. Rozpoczynamy Mszą św. o godz. 18:00, a następnie kontynuujemy spotkanie w salce przy kościele.
Opiekunem duchowym Ogniska jest ks. dr Łukasz Sadłocha.
Link do parafii:
Parafia >>
Link do Diecezji:
Diecezja Sandomierska >>

W sierpniowym spotkaniu naszego ogniska uczestniczyło 6 osób. Po przypomnieniu charyzmatu naszej wspólnoty oraz zasad obowiązujących na spotkaniu, dzieliliśmy się naszymi przeżyciami oraz zapoznaliśmy się z I rozdziałem książki pt.„Rozwój. Jak współpracować z łaską” M. i dk. Marcin Gajdowie.

  1. Cel rozwoju człowieka.

Podobnie jak nie można postawić domu bez fundamentu, tak też nie można świadomie podjąć własnego rozwoju, jeśli się nie wie, do czego ten rozwój ma prowadzić.

Jezus zapytany o najważniejszą zasadę życia bez wahania wskazał na przykazanie miłości.

„Nauczycielu, który nakaz Prawa jest największy? A Jezus powiedział: Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca twego, całą duszą twoją i całym umysłem twoim. Oto największy    i pierwszy nakaz. A drugi jest mu podobny: Będziesz miłował bliźniego twego, jak siebie samego. Na tych dwu nakazach spoczywa całe Prawo i Prorocy.  Mt 22,36- 40

W ujęciu chrześcijańskim człowiek istnieje po to, by miłować i spełnia się dopiero wtedy, gdy miłuje.

Dlaczego miłość jest celem rozwoju człowieka? Ponieważ Bóg jest miłością, a człowiek ma się zjednoczyć z Bogiem. Celem życia człowieka jest Bóg. Pełny rozwój człowieka wyraża się tym, że człowiek miłuje jak Bóg, mając udział w Jego wewnętrznym życiu (w teologii jest to nazywane „zjednoczeniem przebóstwiającym”).

Odrzucając rozwój ku miłości, sami narażamy się na cierpienie. Całkowite odrzucenie miłości umieszcza człowieka w piekle.

Każdy cząstkowy rozwój: fizyczny, emocjonalny, intelektualny, artystyczny czy religijny ma sens wtedy, gdy przybliża nas do celu najważniejszego. Jeżeli praca nad sobą, doskonalenie się w jakiejś dziedzinie, nie służy miłości, wówczas z chrześcijańskiego punktu widzenia przestaje mieć znaczenie lub nawet staje się czymś szkodliwym.

NIE MA DOJRZAŁEJ MIŁOŚCI BEZ POSTAWY ASERTYWNEJ

Aby właściwie miłować, trzeba umieć powiedzieć „nie”, stawiać granice i wymagania. Jednak osiągnięcie asertywności, nie kończy rozwoju człowieka. Celem rozwoju jest miłość.

Również nauka może stać się formą ucieczki lub próbą zaistnienia w świecie. Niektórzy dokonują wielkich odkryć, osiągają spektakularne wyniki w nauce, pozostając zupełnie infantylnymi w relacjach międzyludzkich (nieumiejący budować związków z ludźmi), apodyktycznymi lub wycofanymi. Jedynie miłość pozwala człowiekowi unieść trud życia i dać głębokie poczucie szczęścia i sensu istnienia.

Pieniądze i sława, same w sobie nie są czymś złym, ale zdarza się, że zamykają na miłość.

Także rozwój religijny może nie służyć miłości lub nawet od niej oddalać.

Rytuał religijny jest czymś pozytywnym i wypływa z głębokiego przekonania człowieka, ze istnieje jakaś Rzeczywistość większa i głębsza niż wszystko co nas otacza, a bycie człowiekiem to coś więcej niż spożywanie i wydalanie. Człowiek nie potrafi sam siebie zrozumieć bez tajemniczej Siły, która nieustannie zaprasza do podejmowania życia wewnętrznego. Religijność jest cenna, bo stwarza przestrzeń do samoobjawiania się Mocy, która integruje coraz bardziej życie ludzi, wskazując na Samą Siebie – jako na ostateczny cel ludzkiego życia. Religia karmi się również zachwytem nad stworzeniem, który to zachwyt jest naturalnym doświadczeniem kontemplacyjnym (naturalna (przyrodnicza) kontemplacja estetyczna).

Człowiek otoczony pięknem stworzenia, przeżywa jednak ogromne osamotnienie, które jest skutkiem swoistego „oderwania od Ojca”, które w Tradycji Katolickiej nazywamy grzechem pierworodnym. Podstawowym uczuciem po tym tragicznym „pęknięciu” jest lęk. Na Boże wołanie: „Adamie gdzie jesteś?” – pierwszy człowiek odpowie: „Przestraszyłem się, bo jestem nagi”.

Jeśli lęk stanie się inspiracją dla religijności, która pomaga go opanować, wtedy źródła życia wewnętrznego są zatrute, a rytuał, jaki się nad tym nadbudowuje, nie prowadzi do wolności    i rozwoju, lecz do skarłowacenia osoby ludzkiej. Karol Marks słusznie zauważył, że religia bywa opium dla ludu, bo pozwala niejako oswoić świat i zmniejszyć lęk egzystencji, który jest tak naprawdę lękiem przed przemijaniem i definitywnym unicestwieniem.

RELIGIJNOŚĆ MOŻE PROWADZIĆ CZŁOWIEKA DO MIŁOŚCI, ALE MOŻE TAKŻE STAĆ SIĘ PRZESZKODĄ DLA ROZWOJU, GDY STANIE SIĘ JEDYNIE ZABOBONNYM RYTUAŁEM LUB BĘDZIE WYKORZYSTYWANA DO CELÓW INNYCH NIŻ DUCHOWE (NP. POLITYCZNYCH)

            Jeśli człowiek zatrzyma się na religijności zewnętrznej, łatwo może znaleźć się w pułapce pustych obrzędów, karmiących się przyzwyczajeniem, tradycją, patriotyzmem, lękiem, czy czymkolwiek innym.

JEZUS PRZEPROWADZA LUDZKOŚĆ OD RELIGIJNOŚCI (KULT ZEWNĘTRZNY OPARTY NA PRAWIE) DO DUCHOWOŚCI (KULT WEWNĘTRZNY OPART NA ŁASCE).

Jezus powiedział, że nadchodzi czas, gdy Bogu nie będzie się już oddawało czci na żadnej górze, ani w żadnej świątyni, tylko w duchu i prawdzie. Nie znaczy to, że rytuał zewnętrzny lub zorganizowany kult przestał mieć znaczenie. Jezus nie przestał chodzić do świątyni.

Prawdziwa i głęboka duchowość zawsze okazuje szacunek dla przejawów ludzkiej religijności, zarówno do tradycji, z której sama wyrasta oraz dla innych tradycji religijnych. Jednak Chrystus ukazał, że religia spełnia swoje zadanie, o ile kieruje ludzi ku doświadczeniu wewnętrznemu, które ostatecznie przechodzi w kontemplacje prowadzącą ku zjednoczeniu    z Bogiem. Kult zewnętrzny jest niczym ciało dla duszy. Póki żyjemy w świecie materialnym, będziemy potrzebowali rytuału wyrażającego się w sposób zewnętrzny. Podobnie jak dusza przekracza ciało, tak duchowość przekracza religijność. Bóg przekracza wszystkie tradycje religijne, nie dając się zamknąć do jednego wyznania. Bóg nie jest żydem ani muzułmaninem, nie jest także katolikiem, w co niektórym jest dość trudno uwierzyć.

Dlaczego ludzie tak często odchodzą od religii? Ponieważ nie znajdują w niej duchowości? nie doświadczyli życia nadprzyrodzonego?, gdyby doświadczyli, nikt nie byłby w stanie zniechęcić ich do religijności.

Religia przeżywana bardzo płytko, karmiąca się lękiem przed chorobą, nieszczęściem  i śmiercią zaczyna przesłaniać Tego, który chce człowieka prowadzić ku miłości. Niedojrzała religijność może stać się przeszkodą w rozwoju zarówno dla tych, którzy ją praktykują, jak i dla tych którzy są „na zewnątrz”.

KULT ZEWNĘTRZNY POWINIEN ZAWSZE PROWADZIĆ DO MIŁOŚCI, W PRZECIWNYM RAZIE RELIGIJNOŚĆ STAJE SIĘ BEZUŻYTECZNA LUB WRĘCZ SZKODLIWA.

Religia zinstrumentalizowana może stać się w rękach władców tego świata narzędziem do uprawiania polityki, sposobem powstrzymywania rozwoju społecznego, aparatem manipulacji, może szerzyć nienawiść, zamiast prowadzić do rozwoju rodziny ludzkiej.

Ograniczenie zadań religii nawet do tak szlachetnych celów, jakimi są obrona niepodległości lub wspieranie tożsamości narodowej, jest w rzeczywistości jej poniżaniem, bo prawdziwe cele religijne są transcendentalne. Religijność źle kształtowana i oparta na fałszywych przesłankach teologicznych, może także poważnie szkodzić zdrowiu emocjonalnemu ludzi ją praktykujących.